baner
  AMP HISTORIA WSPOMNIENIA Z WYJAZDU 
 

Wspomnienia Marka Wernera

      28 kwietnia – 2 maja 1983

  Przygotowania

Na kt�rym� z wiosennych spotka� Uniwersyteckiego Klubu Kajakowego Habazie, pojawi� pomys� eksploracji rzek Sudet�w. Z naszych informacji wynika�o, �e poza Bobrem, innych rzek w tym regionie, nikt nie p�ywa�.

Po rozwa�aniu wielu wariant�w organizacji wyjazdu, najekonomiczniejszym rozwi�zaniem okaza�o si�, wypo�yczenie z Klubu Turystyki Kajakowej “Watra”, z Gliwic, transportu z przyczep� kajakow�. Um�wili�my si�, �e my dojedziemy kolej� do Jeleniej G�ry, tam za�adujemy sprz�t i pojedziemy w nieznane. “Watra” zgodzi�a si� wypo�yczy� nam samoch�d z przyczepk�, ale w zamian mieli z nami p�ywa� dwaj kajakarze z tamtego klubu.

 
   Informacje & Program
   Wyniki
   Rzeka
   Historia
        Z CZYM KOJARZY SI� KAMIENNA
        WSPOMNIENIA M.WERNERA
   Galeria
   Linki
 
   

Sk�ad naszej ekipy by� czteroosobowy: Jacek T. Dudzi�ski (Dzi�cio�), Wojtek Dymkowski (Dym), Andrzej Kozyra (Koza) i Marek Werner (Marucha)

Kierownikiem ekspedycji zosta� Koza.

 

Po podzieleniu zada� przygotowania ruszy�y pe�n� par�. Ja i Dym zorganizowali�my transport kajak�w, wynaj�t� taks�wk� baga�ow�, z naszego magazynu “Na Smyczkach” na dworzec kolejowy Warszawa Wschodnia, gdzie nadali�my je na baga�. Koza i Dzi�cio� mieli skompletowa� i dostarczy� na dworzec reszt� sprz�tu (wios�a, kamizelki, kaski). Gdy z Dymem pojawili�my si� na poczekalni dworca Koza z promiennym u�miechem siedzia� przy stercie naszego baga�u wzbudzaj�c du�e zainteresowanie przechodz�cych podr�nych. W tamtych czasach wsiadanie do poci�gu dalekobie�nego by�o swoistym wy�cigiem i wymaga�o wiele sprytu, si�y w �okciach i nie za du�o baga�u. Posiadanie du�ego baga�u oznacza�o najcz�ciej jazd� na korytarzu. O ile pami�tam, aby mie� zapewnione miejsce, zarezerwowali�my (nieformalnie) jeden przedzia�, wykorzystuj�c pewne kolejowe znajomo�ci. W ko�cu uda�o nam si� zapakowa� i wyruszyli�my.
 

 

Dzie� pierwszy 28 kwietnia 1983 r.

 

Do Jeleniej G�ry dojechali�my bez op�nie� ok. 9 rano i po sprawnym wy�adunku sprz�tu oczekiwali�my na transport z “Watry”. Po chwili podjecha� mocno wys�u�ony “Gazik” z przyczepk� kajakow�.

Kierowc� “Gazika” by� Roman

(nazywany nie wiedzie� czemu Obibokiem).

 

Kajakarzami z “Watry”, kt�rzy przyjechali z Obibokiem byli:

Jerzy D�browski

J erzy ��karski (Ptaszyna).

 

Po sprawnym za�adunku pojechali�my do miejscowo�ci G�ucho�azy. St�d pop�yn�li�my Bia�� G�ucho�ask� do miejscowo�ci Bia�a Nyska ok.18,5km. Rzeka do�� szybka, bez wi�kszych trudno�ci do

WW II.

Odprawa przed p�yni�ciem Bia�ej G�ucho�askiej.

Od lewej: (Dzi�cio�) T.Dudzi�ski, (Ptaszyna – J.��karski)

(Dym) W.Dymkowski, J.D�browski i (Koza A.Kozyra).

 

Po lewej wida� trzy nowiutkie, jeszcze ca�e Wis�oki. Po �rodku m�j Letman, dalej niebieski, chyba Szkaradek D�browskiego i czerwony Wis�ok Ptaszyny.

Dzie� trzeci 30 kwietnia 1983.

Troszk� zawiedzeni poprzednimi rzekami postanawiamy spojrze� na rzeczk� Kamienn� p�yn�c� przez Szklarsk� Por�b�. Jurek D�browski twierdzi, �e chyba ubieg�ego roku kto� z jego klubu p�yn�� t� rzek� sk�adakami.

C� zobaczymy.

Pogoda wymarzona. S�oneczko przygrzewa. Wok� �wie�a, wiosenna ziele�. Nasz Gazik pnie si� asfaltow� wst�g� wij�c� si� dolin� w kierunku pobliskich g�r. Zaczynamy odczuwa� ch��d sp�ywaj�cy dolin�. W g�rach jeszcze le�y �nieg. Doje�d�amy do Szklarskiej Por�by. Po drodze ogl�damy rzek�. Ca�y czas nurtuje nas pytanie: czy nie za ma�o wody? (to pytanie chyba b�dzie pojawia� si� teraz ju� co roku).

W ko�cu decydujemy si� wystartowa� od miejsca na wysoko�ci bia�ej tablicy z nazw� miejscowo�ci, tu� poni�ej miejsca gdzie woda sp�ywaj�c po granitowej p�ce na praw� �cian�, odbijaj�c si� od niej, tworzy sko�ny odw�j.
 

Rzeka Kamienna. Autor w “Letmanie” na starcie.
Na p�ce skalnej le�� nowe Wis�oki (jeszcze ca�e)

Kilka s��w o u�ywanym przez nas sprz�cie.
 

W latach osiemdziesi�tych o kajakach innych ni� wykonanych z maty szklanej nikt z nas nie s�ysza�.

Kr�tko przed naszym wyjazdem klub zakupi� jednoosobowe kajaki turystyczne o wdzi�cznej nazwie “Wis�ok”. Kajaki by�y pi�kne, kolorowe, b�yszcz�ce, pachn�ce �ywic�, waga ok. 25 kg, d�ugo�� co� ok. 4.5 m, jednym s�owem idealne na szlaki szuwarowo-b�otne.

 

Na nasz� ekspedycj� zabrali�my takie 4 (dla Kozy, Dyma, Dzi�cio�a i Ptaszyny). Ja mia�em lekki kajak slalomowy typu Letman, chyba model ‘73. Jurek D�browski przywi�z� dla siebie dwa kajaki o ile pami�tam typu “Szkaradek”.

Wios�a mieli�my drewniane wykonane przez szkutnik�w Nowaka i bardziej znanego Ciesielk�. Fartuchy zosta�y uszyte na jednym z klubowych spotka� roboczych wg w�asnego projektu naszej kole�anki “Cumy”, ze zdobytego przez klub p��tna pokrytego obustronnie PCV.

W podobny spos�b powsta�y nasze kamizelki. Materia� pokryciowy to ortalion i stylon (te� zdobyte przez klub). Wykroje wykona�y nasze kole�anki klubowe i na spotkaniu roboczym, w czyim� mieszkaniu, uruchomili�my produkcj� kilkunastu kamizelek. Jedni nanosili wykroje na materia�, nast�pni kroili, zszywali na maszynach i r�cznie, wype�niali cudem zdobyt� piank�. Wspania�a praca zespo�owa
 

Rzeka okaza�a si� bardzo trudna dla nas i dla naszego sprz�tu. Co chwil� kto� z nas klinowa� si� pomi�dzy kamieniami i kabinowa� si�. Co chwil� trzeba by�o wysiada� ogl�da� momenty i ocenia� czy i jak je pokona�. To wszystko zabiera�o mn�stwo czasu i energii. Ptaszyna po kilkuset metrach rzeki zrezygnowa� z p�yni�cia. Pozosta�o nas czterech.
 

 Pierwsza wywrotka. Dzi�cio� po kabinie zgodnie z �wczesnym 

 kanonem ratownictwa, sam wy�apuje kajak i wios�o

 Wis�ok w ca�ej okaza�o�ci. Niestety Wis�ok znakomicie nadawa�

 si� do turystyki szuwarowo-b�otnej lecz na rzece Kamiennej

 klinowa� si� bardzo cz�sto

 

Koza posiadaj�cy najwi�ksze do�wiadczenie prowadzi� na wodzie. Wszystkie trudniejsze momenty sp�ywa� jako pierwszy, a my, stoj�c na asekuracji, obserwowali�my wybieraj�c w�asn� drog�.

 

Przysz�a kolej na moje sp�yni�cie owego Slapu Kozy (tak nazwali�my ten moment na rzece). Nap�yni�cie do tego slapu te� nie by�o �atwe. Odwoje przytrzymywa�y kajak, a nurt rzuca� mn� nie zawsze tam, gdzie chcia�em. Stara�em si� nie wywr�ci� i aby nie przypar�o mojego delikatnego kajaka bokiem do kamienia. Przy tak silnej wodzie by�oby to bardzo niebezpieczne, grozi�o z�amaniem kajaka i uwi�zieniem kajakarza, w tym wypadku mnie, w kajaku.

 

Podobne zdarzenie uwi�zienia kajakarza w z�amanym kajaku mia�o miejsce rok wcze�niej podczas sp�ywania Bia�ki Tatrza�skiej. Kolega Kajtek p�yn�� na super cienkim Prijonie slalomowym (zwanym “�ylet�”). Po wyp�yni�ciu zza zakr�tu przed oczami p�yn�cych ukaza� si� widok konia ci�gn�cego wielki sosnowy pie�, kt�rego drugi koniec opiera� si� o przeciwleg�y brzeg. Po prostu g�ral odbudowywa� zmyt� wiosn� k�adk�. Woda szybkim nurtem nios�a wszystkich na konia i przegradzaj�cy rzek� pie�. Przez nieuwag� Kajtek zosta� przyparty do stercz�cego z wody pionowo pala. Oczywi�cie i na szcz�cie przechyli� si� na nurt, woda natychmiast przypar�a go do pala i zacz�a �ama� kajak. Na szcz�cie kajak �ama� si� na wysoko�ci kolan i tak jak zginaj� si� kolana. Kajtek dzielnie si� podpiera� utrzymuj�c g�ow� nad powierzchni� wody. Przera�ony g�ral rzuci� si� Kajtkowi na ratunek. Zanim koledzy Kajtka wyszli z kajak�w krzepki g�ral wyci�gn�� Kajtka z kajakiem z wody. Oczywi�cie kajak by� rozdarty na dwie cz�ci, ale Kajtek by� ca�y i zdrowy.

 

  Po zepchni�ciu kajaka Koza pozosta� na stercz�cym

  z nurtu rzeki kamieniu.

 

 

  Prowadz�cy Koza zbli�a si� do niepokoj�cego nas slapu.

 

 

   Podczas skoku slapu, kajak Kozy (nieszcz�sny d�ugi i ci�ki

   Wis�ok) niestety zaklinowa� si� dziobem o jaki� kamie�, nurt

   docisn�� jego ruf� do stercz�cego w nurcie drugiego kamienia

   unieruchamiaj�c kajak i siedz�cego w nim kajakarza. Na 

   szcz�cie pozycja kajaka by�a na tyle stabilna, �e Koza m�g� o

   w�asnych si�ach wydosta� si� na kamie� stercz�cy w nurcie.

   Dost�p  do zaklinowanego, ju� pe�nego wody kajaka by� bardzo 

   utrudniony. Za pomoc� le��cego na brzegu pnia m�odej brzozy

   uda�o si� nam zepchn�� kajak na nurt i wy�apa� go ni�ej na

   p�yci�nie.

 

 

 

 

   Nap�ywam na Slap Kozy.

 

        Nurt wrzuca mnie na kamie� i dociskaj�c ruf� powoduje  

        ustabilizowanie kajaka
 

   Wyci�gam kajak na kamie� stoj�cy w �rodku nurtu.

 

        A z kamienia ewakuuj� si� na lewy brzeg. Prosz� zwr�ci� 

        uwag� na bos� stop� prawej nogi; rzeka wcze�niej zabra�a

        trampek.

 

       Slap Kozy sp�ywa Jurek D�browski.

 

        J. D�browski po sp�yni�ciu Slapu Kozy.

 

    Dym na Wis�oku p�ynie Slap Kozy uwa�aj�c,

    aby nie zaklinowa� si�

       W ko�cu sp�ywam ten moment ja.

 

 
 

 

 
  Ci�g�e ogl�danie moment�w, wylewanie wody z ju� ciekn�cych kajak�w, obnoszenie miejsc uznanych

za niesp�ywalne spowodowa�o, �e nasze p�yni�cie by�o bardzo wolne.

 

Po ok. 6 godzinach walki z rzek� dop�yn�li�my do uj�cia Szklarki do Kamiennej. Na mo�cie nad Kamienn� sta� t�umek zaciekawionych turyst�w i wychylaj�c si� przez barierk� �ledzi� poczynania nadp�ywaj�cych kajakarzy. Jurek D�browski wp�yn�� pod most. Obserwatorzy szybko przebiegli na drug� stron�, aby zobaczy� jak wyp�ywa poni�ej. Ale Jurek nie wyp�ywa� budz�c lekkie zdenerwowanie publiczno�ci. Okaza�o si�, �e kabinowa� si� pod mostem, a jego mocno podziurawiony kajak owin�� si� wok� kamienia.


Zrobi�o si� ju� do�� p�no. S�o�ce schowa�o si� za zbocze. By�o nam ju� zimno i zdecydowali�my sko�czy� p�ywanie w tym miejscu. Zaciekawieni tury�ci schodzili na brzeg rzeki i robili sobie pami�tkowe zdj�cia z kajakarzami. Tego dnia przep�yn�li�my ok. 2 km rzeki Kamiennej!

Jurek D�browski pod mostem pr�buje wydosta� sw�j owini�ty na kamieniu kajak. Na mo�cie t�umek turyst�w nie mo�e doczeka� si� na wyp�yni�cie kajakarza, kt�ry przed chwil� tam wp�yn��.

 

 

  Dzie� czwarty 1 maja 1983

 Nocowali�my w Jeleniej G�rze. Rankiem 

 zdecydowali�my, �e pop�yniemy B�br z Jeleniej G�ry  

 do schroniska Per�a Zachodu odcinek ok.4,5km.

 Po wczorajszych do�wiadczeniach na Kamiennej

 rzeka B�br by�a du�a, szeroka i relaksowa. Bardzo

 ciekawy by� ok. 1 km odcinek rzeki oceniany na WW

 III z du�ymi kamieniami w nurcie, wyra�nymi cofkami

 i odwojami do zabawy. P�yni�cie zako�czyli�my przed 

 prze�licznym i malowniczo po�o�onym schroniskiem

 PTTK Per�a Zachodu.

 

 

<<- Odprawa przed sp�yni�ciem Bobra

Od lewej: Marucha (autor), Dzi�cio�, Ptaszyna i Dym.

 

Dzie� pi�ty 2 maja 1983r.

Ostatni dzie� wyprawy. Nie mamy zbyt wiele czasu, wi�c wracamy na poszukiwanie nowej rzeki.

Decydujemy pop�yn�� dalszy odcinek Kamiennej zaczynaj�c od uj�cia Szklarki (tam sko�czyli�my poprzedni etap i jest to do tej pory miejsce startu I etapu Otwartych Akademickich Mistrzostw w Kajakarstwie G�rskim). M�j Letman mia� ju� sporo dziurek i szybko nape�nia� si� wod�, wi�c zdecydowali�my dzieli� si� z Ptaszyn� jego czerwonym Wis�okiem. Jurek D�browski p�yn�� na swoim drugim kajaku. Odcinek rzeki do elektrowni II b�d�cy obecnie tras� zawod�w sp�yn�li�my w miar� sprawnie. Jedynie przy Esownicy Koza mia� przygod�. Sp�ywaj�c ten moment niestety wywr�ci� si� i musia� si� kabinowa�. Opuszczaj�c w po�piechu kajak, wyszed� z niego z kokpitem, kt�ry chwil� p�niej uwolni� si� z fartucha i zaton��.

 

Rzeka by�a bardzo trudna dla nas i naszego sprz�tu.

Cz�sto to ona decydowa�a gdzie pop�ynie kajak

 
Po przenosce progu przy Elektrowni II pop�yn�li�my dalej. Nast�pny moment, kt�ry przysporzy� nam problem�w to oznaczony na mapce jako “�ciana”. Pami�tam, �e dop�ywaj�c do tego momentu wywr�ci�em si�. Szybko opu�ci�em kajak, pami�taj�c co mnie za chwil� spotka. P�yn�c, jak nas uczono, nogami do przodu oraz trzymaj�c wios�o i kajak wp�yn��em na pochy�� ska��, po kt�rej zacz��em si� zsuwa� na plecach.

Kajak odwr�cony do g�ry dnem zatrzyma� si� na tej pochylni, a ja zosta�em wci�ni�ty pod niego i te� si� zatrzyma�em. Le�a�em na plecach, na mnie le�a� m�j kajak, a woda rozbijaj�c si� o m�j kask tworzy�a kurtyn� ca�kowicie zas�aniaj�c� widok, lecz po kt�r� utworzy�a si� powietrzna przestrze� umo�liwiaj�ca oddychanie. Przez ow� kurtyn� widzia�em na wysokim brzegu nade mn� zamazan� posta� Ptaszyny, kt�ry usi�owa� przyj�� mi z pomoc�. Taka sytuacja trwa�a kilkana�cie bardzo d�ugich sekund, poczym uwolniony kajak i ja sp�yn�li�my do spokojnego jeziorka, gdzie mo�na by�o wy�apa� sprz�t.
 

Nasze d�ugie kajaki czasami uniemo�liwia�y wykonanie obrotu,

co powodowa�o konieczno�� sp�ywania niekt�rych odcink�w ty�em

Marucha pokonuje kolejne bystrze.

 
Kolejnym momentem, kt�ry dostarczy� nam du�o emocji i zabra� kolejn� porcj� sprz�tu to by�a Du�a Rynna. By� to ma�y, naturalny kanion o wysoko�ci �cian ok. 2m wy��obiony przez wod� w granitowych ska�ach.

Ca�a rzeka zw�a�a si� do szeroko�ci ok. 2-3m i kr�t� rynn�, po kilku stopniach z du�ymi odwojami, po ok. 50m ko�czy�a si� g��bokim spokojnym jeziorkiem. Koza, kt�ry sta� na brzegu i oceni� ten moment na sp�ywalny machn�� nam r�k�, aby p�yn�� z marszu. Nie pami�tam kto p�yn�� pierwszy, ale wszyscy mieli�my niez�e rodeo. Jurek D�browski nie wyrobi� si�, na kt�rym� zakr�cie i z ca�ym impetem uderzy� dziobem w pionow� �cian� kanionu. Jego kajak nie wytrzyma� tego uderzenia i z�ama� si� ok. 40cm od dziobu. Jednak Jurek zdo�a� dop�yn�� do ko�ca Rynny, ale tam musia� sko�czy� p�ywanie – nie mia� ju� wi�cej kajak�w.

 
       Kajak Dyma na pierwszym uskoku uderzy� dziobem w jak�� przeszkod�, co spowodowa�o wpadni�cie kajakarza do wn�trza kajaka, zrywaj�c fartuch (brak podn�k�w).

Zanim Dym zdo�a� wygramoli� si� z wn�trza, kajak znalaz� si� na kolejnym uskoku, nabieraj�c du�o wody. Dym zachowuj�c spok�j stara� si� p�yn�� dalej. W kajaku prawie ca�kowicie nape�nionym wod� (brak kom�r wyporno�ciowych) pokona� ostatni w Rynnie pr�g.

 

 

 

 

 

 

 

<<- Zadowolony Marucha u wylotu Du�ej Rynny


Z wody wystawa� ju� tylko kawa�ek dziobu Wis�oka i wystaj�ce popiersie Dyma pr�buj�cego skierowa� ton�cy kajak w stron� brzegu, gdzie ju� czeka� Ptaszyna. Gdy wystaj�cy z wody dzi�b kajaka zbli�y� si� do brzegu Ptaszyna wprawnym ruchem z�apa� za ucho dziobowe. Kajak zosta� uratowany.

Dzi�cio�, Ptaszyna i ja sp�yn�li�my Rynn� w sumie bez wi�kszych problem�w, walcz�c z rzek� o utrzymanie w�a�ciwego kierunku i minimalizuj�c uderzenia kajaka o �ciany kanionu
 

Majestatycznie p�yn�cy Dym.

Dym dop�ywa do Piechowic

 

Pozosta�y odcinek rzeki ju� nie nastr�cza� wi�kszych problem�w. Wczesnym popo�udniem dop�yn�li�my do Piechowic i tam sko�czyli�my sp�yw. Drugi odcinek Kamiennej liczy� ok. 3km i pokonali�my go w ok.5godzin.

Zm�czeni, ale zadowoleni wr�cili�my do Jeleniej G�ry, gdzie zn�w wzbudzaj�c sensacj� na dworcu PKP nadali�my nasze kajaki jako baga� podr�czny do Warszawy
 

 Pierwsi zdobywcy Kamiennej.

Od lewej: na przyczepie siedz�: Dym, Marucha, Koza; stoj�: Dzi�cio�, kierowca – Obibok i Jurek D�browski

 

 

  Patroni i media-patroni

Patronat Honorowy

         
            


  Krzysztof Grzelczyk

   Wojewoda dolno¶l±ski


  Zbigniew Misiuk

    Burmistrz Miasta Szklarska Porêba


  Prof. dr hab. in¿. Antoni Tajdu¶

   Rektor Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie

  Sponsorzy

Hotel LAS

Kwark

Ratex

Nurt

Makanu

ProKajak

Retendo

Lettmann

Kazik i my

Browar ¦l±ski

Rokana

Kano

 AMP KAMIENNA
   1994-2006 otwarte Akademickie Mistrzostwa Polski w kajakarstwie górskim

 Design © Krzysztof Kotewa