![]() |
|
![]() |
|
|
|
Skład naszej ekipy był czteroosobowy: Jacek T. Dudziński (Dzięcioł), Wojtek Dymkowski (Dym), Andrzej Kozyra (Koza) i Marek Werner (Marucha) Kierownikiem ekspedycji został Koza.
Po podzieleniu zadań przygotowania ruszyły pełną parą. Ja i Dym
zorganizowaliśmy transport kajaków, wynajętą taksówką bagażową, z naszego
magazynu “Na Smyczkach” na dworzec kolejowy Warszawa Wschodnia, gdzie
nadaliśmy je na bagaż. Koza i Dzięcioł mieli skompletować i dostarczyć na
dworzec resztę sprzętu (wiosła, kamizelki, kaski). Gdy z Dymem pojawiliśmy
się na poczekalni dworca Koza z promiennym uśmiechem siedział przy stercie
naszego bagażu wzbudzając duże zainteresowanie przechodzących podróżnych. W
tamtych czasach wsiadanie do pociągu dalekobieżnego było swoistym wyścigiem
i wymagało wiele sprytu, siły w łokciach i nie za dużo bagażu. Posiadanie
dużego bagażu oznaczało najczęściej jazdę na korytarzu. O ile pamiętam, aby
mieć zapewnione miejsce, zarezerwowaliśmy (nieformalnie) jeden przedział,
wykorzystując pewne kolejowe znajomości. W końcu udało nam się zapakować i
wyruszyliśmy.
Dzień trzeci 30 kwietnia 1983. Cóż zobaczymy.
W podobny sposób powstały nasze kamizelki. Materiał pokryciowy to
ortalion i stylon (też zdobyte przez klub). Wykroje wykonały nasze koleżanki
klubowe i na spotkaniu roboczym, w czyimś mieszkaniu, uruchomiliśmy
produkcję kilkunastu kamizelek. Jedni nanosili wykroje na materiał, następni
kroili, zszywali na maszynach i ręcznie, wypełniali cudem zdobytą pianką.
Wspaniała praca zespołowa Rzeka okazała się bardzo trudna dla nas i dla naszego sprzętu. Co chwilę
ktoś z nas klinował się pomiędzy kamieniami i kabinował się. Co chwilę
trzeba było wysiadać oglądać momenty i oceniać czy i jak je pokonać. To
wszystko zabierało mnóstwo czasu i energii. Ptaszyna po kilkuset metrach
rzeki zrezygnował z płynięcia. Pozostało nas czterech.
Koza posiadający największe doświadczenie prowadził na wodzie. Wszystkie trudniejsze momenty spływał jako pierwszy, a my, stojąc na asekuracji, obserwowaliśmy wybierając własną drogę.
|
|
|
|
|
Ciągłe oglądanie momentów, wylewanie wody z już cieknących kajaków,
obnoszenie miejsc uznanych
za niespływalne spowodowało, że nasze płynięcie było bardzo wolne.
Dzień piąty 2 maja 1983r. Decydujemy popłynąć dalszy odcinek Kamiennej zaczynając od ujścia Szklarki (tam skończyliśmy poprzedni etap i jest to do tej pory miejsce startu I etapu Otwartych Akademickich Mistrzostw w Kajakarstwie Górskim - obecnie Mistrzostw w Kajakarstwie Górskim "AMP Kamienna"). Mój Letman miał już sporo dziurek i szybko napełniał się wodą, więc zdecydowaliśmy dzielić się z Ptaszyną jego czerwonym Wisłokiem. Jurek Dąbrowski płynął na swoim drugim kajaku. Odcinek rzeki do elektrowni II będący obecnie trasą zawodów spłynęliśmy w miarę sprawnie. Jedynie przy Esownicy Koza miał przygodę. Spływając ten moment niestety wywrócił się i musiał się kabinować. Opuszczając w pośpiechu kajak, wyszedł z niego z kokpitem, który chwilę później uwolnił się z fartucha i zatonął.
Kajak odwrócony do góry dnem zatrzymał się na tej pochylni, a ja zostałem
wciśnięty pod niego i też się zatrzymałem. Leżałem na plecach, na mnie leżał
mój kajak, a woda rozbijając się o mój kask tworzyła kurtynę całkowicie
zasłaniającą widok, lecz po którą utworzyła się powietrzna przestrzeń
umożliwiająca oddychanie. Przez ową kurtynę widziałem na wysokim brzegu nade
mną zamazaną postać Ptaszyny, który usiłował przyjść mi z pomocą. Taka
sytuacja trwała kilkanaście bardzo długich sekund, poczym uwolniony kajak i
ja spłynęliśmy do spokojnego jeziorka, gdzie można było wyłapać sprzęt.
Cała rzeka zwężała się do szerokości ok. 2-3m i krętą rynną, po kilku stopniach z dużymi odwojami, po ok. 50m kończyła się głębokim spokojnym jeziorkiem. Koza, który stał na brzegu i ocenił ten moment na spływalny machnął nam ręką, aby płynąć z marszu. Nie pamiętam kto płynął pierwszy, ale wszyscy mieliśmy niezłe rodeo. Jurek Dąbrowski nie wyrobił się, na którymś zakręcie i z całym impetem uderzył dziobem w pionową ścianę kanionu. Jego kajak nie wytrzymał tego uderzenia i złamał się ok. 40cm od dziobu. Jednak Jurek zdołał dopłynąć do końca Rynny, ale tam musiał skończyć pływanie – nie miał już więcej kajaków.
Pozostały odcinek rzeki już nie nastręczał większych problemów. Wczesnym
popołudniem dopłynęliśmy do Piechowic i tam skończyliśmy spływ. Drugi
odcinek Kamiennej liczył ok. 3km i pokonaliśmy go w ok.5godzin.
Pierwsi zdobywcy Kamiennej. Od lewej: na przyczepie siedzą: Dym, Marucha, Koza; stoją: Dzięcioł, kierowca – Obibok i Jurek Dąbrowski
|
|
Patroni i media-patroni |
Patronat Honorowy |
|
|
Burmistrz Miasta Szklarska Poręba
Rektor Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie
Wojewoda dolnośląski |
|
|
AMP KAMIENNA 1994-2008 Mistrzostwa w Kajakarstwie Górskim AMP Kamienna |
Design © Krzysztof Kotewa |